piątek, 30 stycznia 2015

#2 filologia szwedzka - 1 semestr za mną


     Pod koniec sierpnia pojawił się post o filologii szwedzkiej, na którą zdecydowałam się pójść » czytaj więcej. Obecnie pierwszy semestr za mną (prawie, bo jeszcze czeka mnie sesja, do tego w nieco innym terminie, niż moich kolegów, niestety) i, o ile wtedy nie miałam pojęcia, na co się piszę, to teraz już mniej więcej wiem.

     Ogólne wrażenia po semestrze na filologii?
     Super, to tak w skrócie. Pewnie, jeśli ktoś wybiera się tam tylko po to, żeby nauczyć się języka, bo dzięki temu w 3 lata nauczy się go na bardzo dobry poziom - lepiej niech się jeszcze raz zastanowi, bo reszta przedmiotów przyprawi go o co najmniej ból głowy, apatię albo senność i początek depresji. Żartuję. Znaczy, nie żartuję, ale też nie przesadzajmy. Po prostu - filologie są dla tych osób, które rzeczywiście interesują się językiem, literaturą, a nie samą nauką go. Jeśli nie czuje smykałki do tej całej otoczki, to lepiej po prostu wybrać się na przyspieszony, intensywny i drogi, jak cholera, kurs językowy, a nie na studia. Serio.



     Filologia szwedzka na UJ w Krakowie
     Obecnie filologia szwedzka jest chyba tylko w Krakowie i Gdańsku oraz Poznaniu. Nie porównywałam naszego programu z innymi, na razie też ciężko mi go ocenić w 100%, więc sobie to daruję, ale... studia u nas mają swoje plusy i minusy, jak zawsze.
      Jeśli zacząć by od plusów, to mała ilość osób na roku, bo aż 30. Dzięki temu wszyscy się znamy, bo zajęcia są prowadzone zarówno razem, jak i z podziałem na grupy. Tak naprawdę, to czujemy się bardziej jak w klasie, niż na studiach, które słyną z 300 osób na roku. To jest świetne! Jak dotąd przyszło nam współpracować z samymi miłymi i pomocnymi wykładowcami, którzy sprawiają wrażenie, że naprawdę chcą i lubią robić to, co robią. Rozkład zajęć z jednej strony jest nam co prawda narzucany, jednak póki co był on dość przystępny, przez co ja osobiście nie miałam na co narzekać – dzięki popołudniowym godzinom mogłam się wyspać, nauczyć, a oprócz tego wieczorami jeszcze pracować. Idealnie, prawda?
     Minusy też są, nie da się ukryć. Jeśli chodzi o samą naukę języka, to w tygodniu mamy 4 zajęcia po 1,5h każde, jednak każde z nich są prowadzone z innym wykładowcą oraz innym podręcznikiem. W ten sposób korzystamy z 3 podręczników i książki do gramatyki, co jest dość użyteczne – każda z serii jest prowadzona od podstaw, jednak w różnych miejscach są różne zagadnienia tematyczne i gramatyczne. W ten sposób w jednym tygodniu przerabiamy różne działy, co dla jednych może być super, dla innych za to nieco skomplikowane. Do czego jednak zmierzam – nie wiem, jak teraz, jednak przez pierwsze dwa miesiące wyraźnie było widać, że wykładowcy nie kontaktują się między sobą i nie uzgadniają tego, co z nami już przerobili, przez co czasami było zamieszanie. Myślę i myślę… i do minusów można by zaliczyć jeszcze wspaniały system USOS i proces uzupełniania go przez osoby za to odpowiedzialne. Chodzi mi o to, że moje przyjaciółki mają tam wszystko – dosłownie. A my? Przez połowę semestru nie byliśmy nawet zapisani na wszystkie przedmioty (bo rejestrować mogliśmy się tylko samodzielnie na WF i lektorat z łaciny).

     Kilka słów o przedmiotach w semestrze zimowym
     Zacząć trzeba od tego, że wielu ich nie mieliśmy…
     » PNJSz (Praktyczna nauka języka szwedzkiego) – 4x w tygodniu, każde z zajęć z innym wykładowcą, w tym ze zwariowaną Szwedką. Przewidziane jest, że w ciągu semestru student powinien opanować jeden poziom, czyli w chwili obecnej ja i moi koledzy powinniśmy kończyć poziom A1. Nie zerkałam w wymagania, ale podejrzewam, że rzeczywiście tak jest, także spokojna głowa.
     » PNJN (Praktyczna nauka języka niemieckiego) – 3x w tygodniu, również każde z innym wykładowcą, w tym z Niemcem. Zbyt wiele tutaj nie powiem, bo nie uczęszczam na te zajęcia. W liceum udało mi się uzyskać certyfikat z języka niemieckiego i dzięki temu zostałam zwolniona z zajęć, jednak nie z egzaminów (taki haczyk, uwaga na niego!). Byłam jednak na kilku zajęciach z początku roku i, niestety, nie podobały mi się one, dlatego pewnie więcej się na nich nie pokażę.
     » Łacina – 1 w tygodniu. Uff, co o niej powiedzieć? Według mnie to taki zapełniacz po prostu. Z jednej strony świetnie, zawsze chciałam coś umieć z łaciny i móc wykorzystywać ją do nauki kolejnych języków, które np. na niej bazują w jakimś stopniu, jednak te zajęcia… Okej, robimy ćwiczenia, czytamy teksty, ale bez specjalnej ekscytacji.
     » Krajoznawstwo – 1 w tygodniu. Gdybym miała podsumować ten przedmiot w jednym słowie: okej. Jak dla mnie ma tyle samo plusów, co i minusów. To taka Szwecja w pigułce, trochę historii, więcej mapy i zabytków, dużo zdjęć, legend, anegdotek – wszystko super, tylko nieraz odbywało się to tak chaotycznie i szybko, że niewiele z tych zajęć wynosiłam. Poza tym, prezentacje ze zdjęciami miejsc i zabytków – jak najbardziej „za”, jednak to nie to samo, co być tam i zobaczyć wszystko na własne oczy.
     » Wstęp do literaturoznawstwa – 1 w tygodniu. Hm, ciężki orzech do zgryzienia. Dla mnie ten przedmiot był po prostu nudny i co najmniej niezrozumiały, i to dość często! Sam zarys teorii nie był trudny, jednak metoda „czytanie tekstów, a potem omawianie ich” to, jak dla mnie, porażka. Chodzi mi o to… że jak możemy zrozumieć tekst (już pomijam fakt, że 10 stron można by streścić w połowie strony), skoro podstawowe zagadnienia do niego omawiamy na zajęciach PO czytaniu? No właśnie.
     » Fonetyka – 1 w tygodniu. Przedmiot, na którym jest najwięcej śmiechu – do czasu egzaminu przynajmniej. Z tego, jak się orientuję, sprawia chyba każdemu najwięcej problemów. Dla nas szczególnie, bo 1) nie mamy takich dźwięków w naszym polskim języku i te wszystkie nasze ź, dż, dź, itp. wcale nam nie pomagają. 2) Nazwy części aparatu mowy po polsku, szwedzku i łacinie, nazwy wszystkich procesów, zabiegów… Da się to przetrwać, ale chętnym proponuję naukę od samego początku – jasne, jasne. Zawsze się tak mówi.

     Co mogę powiedzieć o pierwszej sesji...? Tego dowiem się dopiero za miesiąc, bo mnie, niestety, ze względu na wspomniane wcześniej problemy zdrowotne, czekają dopiero drugie terminy ; ) Ale za wszystkich moich Kochanych, którzy już zaczęli się pocić - trzymam kciuki!

27 komentarzy:

  1. Dużo osób porywa się na filologię bo język. A tu nie do końca tak jest :)
    Nie moje klimaty ale fajnie dowiedzieć się od strony technicznej jak to wygląda!

    OdpowiedzUsuń
  2. To musi być ciekawy język.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i owszem :) I wbrew pozorom nie taki trudny (przynajmniej na razie)

      Usuń
  3. Witam, Czy jest wogule możliwość studiowania filologii szwedzkiej, norweskiej zaocznie na I stopniu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co się orientuję, na UJ nie :) może na UAM? Poczytaj :)

      Usuń
  4. hej, jestem po filologii polskiej. literaturę, zarówno polską jak i obcą, omawialiśmy epokami. wykładowca rozdawał listę lektur obowiązkowych i nadobowiązkowych do każdej , potem egzaminował. ciekawi mnie, jak jest z literaturą na filologii szwedzkiej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na filologii szwedzkiej mamy przedmioty głównie związane ze Szwecją - teraz np. mamy historię literatury szwedzkiej. Niestety, egzamin jest całościowy, nie mamy podziału na epoki, choć to pewnie ułatwiałoby sprawę :)

      Usuń
  5. Hej, jestem w liceum na profilu biologiczno-chemicznym...ale to zupełnie nie dla mnie. Jak to się mówi lepiej późno niż wcale. Zastanawiam się co zdawałaś na maturze? Co jest potrzebne do Krakowa? Bo najbardziej mi zależy na Poznaniu ale szukam możliwie jak najwięcej opcji... i na każdej stronie pisze co innego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! :) Ja na maturze zdawałam rozszerzenia z polskiego, angielskiego i niemieckiego (a więc widać że raczej językowo), w rekrutacji mojej wymagano obowiązkowo niemieckiego + inny przedmiot (polski/angielski) był punktowany najwyżej. W tym roku wiem, że angielski był wymiennie z niemieckim + dodatkowy przedmiot (polski punktowany najwyżej) :)
      Niestety (albo i stety), tak jak zauważyłaś - każda strona każdego uni mówi co innego, bo każdy uni ma inne warunki przyjęcia :) To jest akurat fajne, bo jeśli gdzieś drzwi są zamknięte już na początku, gdzieś indziej mogą być otwarte :)

      Usuń
  6. Witam serdecznie szukam osoby która mówi w języku Szwedzkim na wyjazd służbowy do Szwecji(1-2 dniowy). Wszystkie koszty związane z wyjazdem pokrywamy. Dobre wynagrodzenie.
    Zainteresowane osoby proszę o kontakt telefoniczny 731-046946

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam,

    Bardzo dobry material, brakuje w sieci takich wlasnie praktycznych informacji. A skoro przy temacie to chcialam powiedziec ze u nas w firmie IT mamy spore trudnosci w odnalezieniu ludzi, potrafiacych mowic po Szedzku. Jesli ktos z Was szuka pracy, to mamy caly czas oferte stalej pracy jako konsultant Obslugi Klienta Biznesowego w Czechach, Ostrava. Wysokie wynagrodzenie, prosze o kontakt na priv recruitment.ostrava@gmail.com

    pozdrawiam serdecznie i zycze wytrwalosci w nauce tak trudnego jezyka.

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam :)
    Bardzo przydatny post. Mam pytanko - czy da się połączyć filologię szwedzką z innym kierunkiem (2 dzienne) np. z filologią turecką albo archeologią? Chodzi mi głównie o to czy da się wyrobić z materiałem. Od dawna interesuję się językami, historią i różnymi kulturami. Wydaje mi się, że mam smykałkę do języków, ale nie jestem pewna czy dałabym radę... Orientuje się ktoś gdzie można studiować filologię norweską?
    Z góry dziękuję za odpowiedź i czas poświęcony na przeczytanie komentarza ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! :) Mam nadzieję, że zerkniesz tu raz jeszcze i zobaczysz odpowiedź. Ogólnie rzecz biorąc, wg mnie, jest możliwe pogodzenie dwóch kierunków, jeśli się tylko tego bardzo chce. Przykładowo - ja na razie daję radę. Łączy się to co prawda z pewnymi wyrzeczeniami (nie zawsze będziesz mogła wyjść ze znajomymi 4 razy w tygodniu na piwo, czasem będzie to tylko 1 raz albo wcale...), ale myślę, że to kwestia priorytetów :) Systematyczność, zapał i - szczerze powiedziawszy - również szczęście co do planów zajęć. Jeśli nie zazębi Ci się dużo przedmiotów, to fajnie, a jeśli zazębi... trzeba kombinować. Potem idzie z górki. Jeśli jesteś ciekawa, co sądzę dokładnie na temat studiowania dwóch kierunków dziennie, zajrzyj do postu "Studiujesz dwa kierunki? (...)" na blogu.
      Co do filologii norweskiej, obawiam się, że na chwilę obecną nie ma "Filologii norweskiej". Wiem, że na UAMie w Poznaniu jest SKANDYNAWISTYKA - ogólne studia, ale to, czy uczysz się norweskiego, szwedzkiego czy duńskiego zależy w dużej mierze od roku, w jakim Cię ewentualnie przyjmą. Tam mają jakąś dziwną zasadę szarady językowej + decyduje też ilość osób chętnych do nauki danego języka. Najlepiej wrzuć w Google'a, na pewno znajdziesz więcej informacji :) Wiem, że są też jakieś uczelnie prywatne, ale tu już automatycznie rosną koszta samego studiowania

      Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję za odpowiedź. Teraz nie pozostaje nic innego tylko wziąć się do pracy!

      Bardzo fajny blog, będę częściej wpadać.
      Również pozdrawiam :)

      Usuń
  9. Można poradzić sobie na tym kierunku bez znajomości języka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej ;) nauka języka jest od podstaw. Potem jednak, jak się nie uczy na bieżąco, można mieć problem

      Usuń
  10. Dziękuję za odpowiedź :)

    OdpowiedzUsuń
  11. W tym roku zdawałam maturę i aplikuję na FiR na UEK. Jako że od zawsze byłam bardziej humanistką, zainteresowała mnie ta filologia szwedzka. Myślę, że te dwa kierunki w połączeniu mogą też pomóc mi w przyszłości znaleźć dobrą pracę. Stąd moje pytanie: czy jest to wykonalne, aby studiować filologię szwedzką jako drugi kierunek? Muszę tu dodać, że z opowiadań mojego kolegi na FiR-ze nie ma za dużo nauki. Z góry dziękuje za odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze powtarzam, że warto spróbować :) jeśli będziesz filo poświęcała regularnie trochę czasu, to powinnaś dać radę. Nic Cię to nie kosztuje, a najwyżej zrezygnujesz z któregoś kierunku :)

      Usuń
  12. mam do cb pytanie :)zdawałaś maturę w 2014, mogłabyś zdradzić jaki wynik uzyskałaś z przedmiotów które liczyły się na filologie szwedzką i jaki był minimalny próg na ten kierunek ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 89 z niemieckiego rozszerzonego oraz 83 z angielskiego rozszerzonego :) wtedy progiem było ~85 pkt

      Usuń
  13. Dzięki za przydatne informacje :D, zastanawiam się nad tym kierunkiem. Mam do ciebie pytanie-znam bardzo dobrze angielski i nieźle farancuski, tylko z niemieckim nie miałam do czynienia. Czy jest konieczne znać podstawy, czy jest grupa dla absolutnie początkujących?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co wiem, w chwili obecnej istnieje możliwość utworzenia dwóch grup: całkowicie od podstaw oraz z nieco wyższym poziomem, jeśli znajdą się w ogóle takie osoby :)

      Usuń
  14. Witam,
    proszę napisz, jak to jest z przedmiotami typu historia, literatura itp., czy bardzo was nimi męczą? to znaczy, czy materiału jest bardzo dużo? są filologie, gdzie aż do przesady trzeba uczyć się dosłownie wszystkiego na temat historii, czytać po 30 lektur i pisać na ich temat żmudne wypracowania, jak to jest na filologii szwedzkiej ? Ciekawa jestem też, czy wykładowcy są do.... wytrzymania :) ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wezmę to pod uwagę i napiszę o tym post :)

      Usuń
  15. Hej, nie orientujesz się może jakie są teraz progi punktowe na filologię szwedzką? :) I czy faktycznie przyjmowane jest max 30 osób i ani jedna więcej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedzi na te pytania pojawiały się już na blogu wiele razy :)

      Usuń

Szablon wykonany przez Patrycję Grzyb dla bloga
Z J A D L A M - S Z M I N K E.pl
2017 | All Rights Reserved

kontakt: wanilijowa@gmal.com